środa, 12 lipca 2017

Przemierzając Prusy Wschodnie - Zapiaszczone Łańcuchy vol. 2

Poranek

Budzik. Drzemka. Drzemka. Wstaję. Wiadomości - "Nawałnice przeszły przez Kujawsko-Pomorskie", "Zapowiada się deszczowy weekend", "Wizyta Donalda Tr..." stop, nieco za daleko. Rzut okiem na 3 niezależne prognozy - 1. Będzie padać, 2. Będzie padać dużo, 3. Dużo padać będzie. Niezależna pogoda nr 2. mówiła, że padać będzie do południa, a nr 3. że popołudniu. Któraś na pewno trafi. Może obie?

Nie będę strugał chojraka - w tym momencie moja motywacja nie była największa. Pierwszy zapis wyjazdu, który trafił do mediów był następujący:

Poranne wątpliwości (do tego z błędem), fot. Marcin

Nieco wzmocniony porządnym śniadaniem i poczuciem misji ruszyłem na dworzec, mierząc się po drodze z różnorakimi warunkami - deszcz, mocny deszcz, słaby deszcz, deszcz, chwila bez deszczu i (nie wiem czy wspominałem) deszcz. Dojechałem na około 15 minut przed odjazdem pociągu. Krótka narada - byliśmy gotowi, nikt nie chciał odpuszczać. Zatem w drogę. 

Nie umiemy selfie, fot. Marcin
Luksusy - pierwszy przejazd z rowerami nie upchanymi butem do przedziału, fot. Marcin

Bydzia

W Bydgoszczy okazało się, że poza Pawłem (który miał zapas dla siebie i całej rodziny) nikt z nas nie ma żadnych zapasów. Poza tym połowa ekipy była głodna. Tym samym ulepszyliśmy klasyczny początek (pitstop w biedronce) o bar mleczny + biedronka. Paweł był przeszczęśliwy. 

Szalona Kelly gotowa do drogi, fot. Marcin

Bar mleczny po dwustu metrach wyprawy, fot. Marcin

Droga przez Bydzię, fot. Marcin

Uczestnik wyprawy, którego pleców nie mogliśmy opublikować,
fot. Marcin

Uczestnicy wyprawy, których plecy mogliśmy opublikować, 
fot. Marcin

Pierwszy postój, mój kryzys narasta, fot. Karol

Po obiadośniadaniu piszczałka obwieściła wszem i wobec oficjalny start wyprawy. Miała ona podczas dalszej trasy oznajmiać start z każdego postoju (tzw. znak "na koń"). Pierwsze dwadzieścia kilometrów wiodło ścieżką rowerową na Koronowo wzdłuż drogi krajowej. Ta część trasy dała mi najbardziej w kość. Wiało, padało i było zimno. Trasa przypuszczalnie była ładna, ale w tych warunkach nie było woli, żeby cokolwiek podziwiać. Jechaliśmy.
W samym Koronowie dopadł mnie poważny kryzys. Byłem mokry, przemarznięty, a pogoda nie kwapiła się by zmienić coś w swoim postępowaniu. Gdyby Paweł nie kopnął mnie (metaforycznie) w ... (niedopowiedzenie) i nie zebrał szybko ekipy ("jedźmy, żeby Marcin nie mógł zawrócić") relacja mogłaby skończyć się w tym miejscu. Miałem szczerze dość.

Na Tucholę

Trasa po wyjeździe z miasta zmieniła się w lokalne i leśne drogi. Przebijaliśmy się przez urokliwe lasy w urokliwym deszczu, a ja wciąż zastanawiałem się co ja tu do cholery robię. Można było przecież zostać w domu. Z piwkiem. Na kanapie. A ja się tu w deszczu. Jak nienormalny.

Wszystko zmieniła przeprawa promowa w okolicy miejscowości Sokole-Kuźnica. To była magiczna psychologiczna granica, za którą momentalnie minął mi kryzys. Od tego punktu do końca wyjazdu nie ruszało mnie nic - deszcz, wiatr, piach, urwana sakwa, muczące krowy*. Nic.

Prom, który o dziwo kursuje, fot. Marcin

Przeprawa, fot. Karol

Kryzysy zażegnane, jedziemy - fot. Marcin

#instaNogi, fot. Marcin

Dalsza droga, kolejny pit-stop i moje rozważania czy wrzucenie brudnych nóg na insta jest ok (że niby Marcin podróżnik). Z racji braku w ekipie zbuntowanej nastolatki, za specjalistę w tej dziedzinie robił Karol. "Można pod warunkiem, że opiszesz tagiem #intrygujące." Niech tak będzie.

Na tych i innych rozważaniach ("Mógłbym tu zamieszkać" - Karol) minęła droga na Tucholę, gdzie czekał już ciepły, syty posiłek. Pizza o smaku duża. Nasza ulubiona.

ot i cała pizzeryja, fot. Marcin
Męcikał czy Swornegacie?

Podczas obiadu zrobiliśmy naradę, gdzie chcemy spędzić dzisiejszą noc. Zważywszy na fakt, że spełniły się obydwie prognozy na raz - ta mówiąca o deszczu przed południem i ta mówiąca o deszczu po południu, padło na nocleg pod dachem w jakiejś agroturystyce. Krótkie zebranie informacji - ile mamy sił, ile do przejechania, w jakim stanie są nasze rowery (zabłocone napędy, zdarte przerzutki) - pozwoliło zadecydować, że spośród Męcikału, Swornychgaci i Klocka, wybierzemy opcję nr 1. Udało się nawet zarezerwować nocleg.

Droga na Męcikał, fot. Marcin

Zostało około czterdzieści kilometrów do pokonania i dwie godziny względnego światła. Całkowicie wykonalne. Trasa wiodła przez asfalty aż do Raciąża, gdzie nawigator Wojciech zadecydował o jeździe na skróty (czyt. przez piachy).

Pozwoliło nam to jednak zobaczyć Gród Raciąż i przyniosło dość ucieszną historię, która miała miejsce na moście prowadzącym do owego grodziska.
Przejeżdżamy w kolejności Ja, (K)arol, (M)ateusz, Paweł, Wojciech. Z naprzeciwka przechodzi pewien (P)an:

P: Uważajcie, jest bardzo ślisko.
...
K: Co on powiedział?
M: Że jest ślisko
K: <bach>, <bum>, <jebut>
M: <jebut>, <bum>, <bach>

Szydzić zaczęliśmy dopiero, gdy okazało się, że chłopaki są cali i zdrowi. Nie jesteśmy w końcu złymi ludźmi. Aż tak.

Dojazd do grodu, fot. Marcin

Śliski most, fot. Marcin

Krótkie zwiedzanie grodu, kolacja (dla komarów), zadęcie w róg i jedziemy w dalszą drogę. Ostatni postój przy jeziorze Trzemeszno, w którym Paweł postanowił się zamoczyć ("zobaczę tylko czy woda jest mokra i wracam"). Trochę się przy tym niecierpliwiliśmy, ale oddajmy chłopakowi sprawiedliwość, że przy porannej biedronce naczekał się na nas dłużej.

Nocleg

Ostatecznie do agroturystyki dojechaliśmy o 22:30. Obmyliśmy rowery i sakwy z błota, wzięliśmy prysznic. W połączeniu z ciepłym, suchym noclegiem znacznie wzmocniło morale zespołu. Dzień zakończyliśmy rozmowami przy piwku i udaliśmy się spać.

Tego dnia zrobiliśmy 120 km przez asfalty, błota i piachy, w mało sprzyjających warunkach. W deszczu, zimnie i w deszczu. Daliśmy radę!


*Mucząca krowa to według Mateusza jedno z groźniejszych zwierząt, tuż obok wilka, niedźwiedzia, lochy z młodymi i parskającego konia

Zobacz też:

Część I: Przemierzając Prusy Wschodnie - Epilog do prologu
Część II: Przemierzając Prusy Wschodnie - Zapiaszczone Łańcuchy vol. 2
Część III: Przemierzając Prusy Wschodnie - Bumerang

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza